poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Blądynki fcale niesom gópie.




Jeśli wybieracie się na najnowszy film ze Scarlett Johannson "Lucy, to szczerze odradzam. 
Poszłyśmy z Olą na spontana, ale w sumie teraz mi szkoda czasu i pieniędzy. Niedopracowana fabuła, przegadany, efekty specjalne ratują tempo filmu, ale bez nich wieje nudą. A poza tym bardzo niebezpieczne przesłanie.

Nie wiem, czy oglądaliście "Limitless" (pl. "Jesteś bogiem"), gdzie gość zażywał tabletkę i jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Koncept Lucy jest podobny, z tymi tylko różnicami, ze w Limitless nie zastanawiano sie nad wykorzystaniem tego dla dobra nauki, bohater po prostu używał tego dla własnych korzyści. Natomiast w "Lucy" jest potężna podbudowa ideologiczna, ze powinniśmy rozszerzać możliwości swojego umysłu dla rozwoju ludzkości, wszystko oczywiście oparte na teorii Darwina. Jest taka wymowna scena, kiedy bohaterka osiąga juz prawie 100% możliwości umysłu i moze sie przemieszczać w czasie i przestrzeni. Spotyka tam małpę Lucy, uznawaną za pierwsza kobietę na ziemi i wyciąga do niej palec, analogicznie jak na obrazie Michała Anioła, kiedy Adam wyciąga palec w kierunku palca Bożego. Przesłanie jest jasne: kiedy człowiek 
wykorzysta swój umysł w pełni, bedzie nieograniczony jak Bóg i bedzie mógł byc wszędzie.

Oczywiście jeśli macie chęć obejrzeć dla rozrywki, to jest to tego typu film. Ja mam nieraz problem z podjęciem decyzji, czy oglądać cos, chociaż wiem, ze nie wniesie to nic dobrego, bo po prostu mam chęć sie rozerwać. Ale np. najnowszego "Noego" nie obejrzałam po opinii znajomych, bo doszłam do wniosku, ze to jest film, który wypacza prawdę biblijna. Miałam wielką chęć obejrzeć "Wilka z Wall Street", bo uwielbiam filmy z DiCaprio, ale wiem, ze jest tam tyle brudu, ze szkoda sobie nim zaśmiecac głowę.

A z Agą musimy się wybrać na "Podróż na sto stóp". Wydaje się bardziej wartościowe.

Brak komentarzy: