poniedziałek, 14 lipca 2014

InstaCamp 2014

Backpacking


Umiejętność spakowania się to wielka sztuka. Kilka lat temu udało mi się zapakować wszystko do jednej, ale za to ogromnej walizki. Tym razem miałam walizkę z ubraniami, torbę z butami, reklamówkę z kocami, instrument, a do tego namiot i śpiwór pojechały osobno z Markiem. Nie zabrałam laptopa. To by była już burżuazja. I tak miałam wielką wygodę w tym roku, stołując się razem z rodzicami i przesiadując w pawilonie z moskitierą :)

Plażing&smażing every day



Pogoda była wyjątkowo niecampowa: codziennie było fantastycznie ciepło. Padało może kilka razy i dwie pierwsze noce były chłodne, ale zazwyczaj rano budziłam się przed siódmą oblana potem i nie dało się dłużej spać, bo słońce wyganiało z namiotu. Uskuteczniłam opalanie i nawet raz weszłam do jeziora :) urlopowanie uznaję za udane :)

Zatonie Gospel Choir

Muzycznie się realizowałam jak zwykle: grałam na zajęciach dla dzieci rano i wieczorem, prowadziłam chór i śpiewałam z Ola, jak nas o to poproszono:) na chórze było malutko ludzi, około dwudziestu osób przychodziło, ale ponieważ byli w miarę regularnie, więc udało się na sobotnim występie zaśpiewać cztery utwory: "Oh happy day" i "Born again" w aranżacji OGC, razem z New Heaven śpiewamy "In Christ alone" i utwór a capella Soweto Gospel Choir "Hlonolofatsa" z polskim tekstem :) ponieważ wydarzenia z campu były transmitowane na żywo, więc sobotni koncert można było obejrzeć, ale nie było chóru za dobrze słychać na transmisji, bo dźwięk był zbierany tylko z mikrofonów i nie było całościowego brzmienia, ale na miejscu brzmiało to stosunkowo dobrze. Przede wszystkim ludzie się odważyli głośniej zaśpiewać, bo na próbie ledwo słyszałam ich, stojąc 3 metry przed nimi :P ale reakcja publiczności była jak zwykle pozytywna i to ich zachęciło. 


Pszczele wesele



W niedzielę byliśmy na ślubie Tomka i Asi, śpiewaliśmy z zespołem (a raczej jego reprezentacją) pieśni, jedna z nich to pieśń na melodię "Falling in love with Jesus" z polskim tekstem napisanym przez Olę :) Maciek nagrał nam podkład. Wyszło naprawdę ładnie z takim feelingiem :) ślub był w pięknym ośrodku niedaleko Zatonia na wolnym powietrzu, żar lał się z nieba, wszyscy wachlowali sie czym mogli i odganiali sie od atakujących owadów ;) Jedna pszczoła zaplątała sie w welon panny młodej, a mnie przez całą piosenkę gryzła w nogę mucha końska :P wesele było na szczęście w sali, wiec owady już potem nie zagrażały ;) świetne jedzenie było, fajne zabawy, no i wyszalalam sie na zumbie :) 


Blue Tuesday

W połowie campu, we wtorek miałam jakiś kryzysowy dzień. Chór był zupełnie w lesie, w każdym głosie ludzie się gubili, na Impact day mieliśmy do dyspozycji cztery osoby i dwa nie do końca wyćwiczone utwory, więc się mocno podłamałam, czy w ogóle ta cała inicjatywa ma sens, skoro nawet nie potrafię dwóch prostych utworów nauczyć. Usiadłam sobie w kącie przy rejestracji na Expo Zdrowie, puszczałam muzykę i nie odzywałam się do nikogo przez parę godzin. Przynajmniej głos mi trochę odpoczął, bo byłam już mocno zajechana. Kiedy wracaliśmy do Zatonia, dopadło nas oberwanie chmury i potężna wichura. Na drodze leżały połamane gałęzie drzew, spadały ściany deszczu, a w nocy była tak potężna burza, że jak zazwyczaj się nie boję, tak teraz długo nie mogłam zasnąć, bojąc się, że jakaś gałąź spadnie mi na namiot i nie będę mogła się wydostać. Na domiar wszystkiego Niemcy rozgromiły Brazylię 7 do 1 :P 


Elvis po godzinach


Z innych fajnych wydarzeń był oczywiście market day i turniej trzech diecezji, obydwa tego samego dnia w czwartek. Na market day zmontowaliśmy stoisko muzyczne: poprzebieraliśmy się za gwiazdy pop i wykonywaliśmy znane przeboje ;) Tomek K był Elvisem Presleyem i konferansjerem programu "Elvis po godzinach", ja przebrałam się za Marylę Rodowicz z lat 70., Ola i Sara nie miały jakiegoś charakterystycznego przebrania, ale śpiewały piosenki, które leżały w ich skali :) coś jednak dały te nasze cotygodniowe zespołowe konkursy karaoke: pamiętałyśmy całkiem sporo przebojów ;) cała impreza miała oczywiście cel charytatywny i na naszym stanowisku uzbieraliśmy 160 zł :) 
Na turnieju okazało się, że ze wschodu jest garstka ludzi w porównaniu z zachodem czy choćby południem i większość to dzieci i nastolatki, więc mieliśmy spore obawy, ale bardzo szybko dorównaliśmy do zachodu i do samego końca szliśmy razem łeb w łeb. Ostatecznie zwyciężyliśmy ex aequo :) największym zaskoczeniem okazał się Radzio z Gdyni, który w konkursie na piosenkę z tekstem na określony temat wyszedł i... zarapował :P Radzio to człowiek-orkiestra, jak się okazało: naprawiał wszystko, był w ochronie, udzielał pierwszej pomocy i na dodatek potrafił profesjonalnie rapować, beatbox też podobno umie. Można? Można.

Ocean chmur i pełny zasięg

Wyjechaliśmy wczoraj z Zatonia około 15 po spakowaniu swoich namiotów i namiotu wydawnictwa. Startując o tej godzinie można się dostać do Warszawy w 7-8 godzin, tyle mniej więcej nam zajęło w tamtą stronę z Adamem i Mirką, ale tym razem wracałam z moimi rodzicami i Ronią, a tata naprawdę w wyjątkowych sytuacjach przekracza setkę :P Ponadto moi rodzice, a zwłaszcza mama, mają "żyłkę podróżnika" i uznali, że podróż autostradą będzie nudna, bo nic nie zobaczą po drodze, a poza tym jest dalej, więc pojechaliśmy trasą przez Płock. Dzięki temu mieliśmy podróż urozmaiconą przystankami na zakup jagód i czereśni oraz sprawdzanie mapy (na jednym z nich minął nas mój brat, który wyjechał z campu jakieś pół godziny po nas ;), natrafiliśmy na przynajmniej dwa objazdy, zobaczyliśmy Petrochemię Płock błyszczącą w nocy niczym amerykańskie miasto i jeszcze nigdy tak mi się nie dłużyło, jak jadąc nudną, prostą drogą od Sochaczewa :P kiedy dotarliśmy wreszcie do Michałowic po pierwszej i runęłam spać, miałam szczery zamiar trwać w tym przynajmniej do południa, ale o godzinie dziesiątej brutalnie wyrwał mnie ze snu telefon i nie było rady, trzeba było zacząć dzień :P


Pomijając różne niedogodności cieszę się, że znowu byłam na campie. To chyba jedyne takie miejsce, gdzie spotykają się w jednym miejscu ludzie z tak różnymi zdolnościami i można z nimi różne fajne rzeczy zrobić, jak choćby zmontować i zaśpiewać piosenkę na ślubie, zagrać w gry czy zorganizować nabożeństwo. Już się nie mogę doczekać nieba, gdzie nie będzie nikogo brakowało i będzie można naprawdę fantastyczne projekty realizować :) stworzymy najlepszy chór i największą orkiestrę :) i nie będzie już komarów, burz ani kataru :P

Brak komentarzy: