Przejdź do głównej zawartości

InstaCamp 2014

Backpacking


Umiejętność spakowania się to wielka sztuka. Kilka lat temu udało mi się zapakować wszystko do jednej, ale za to ogromnej walizki. Tym razem miałam walizkę z ubraniami, torbę z butami, reklamówkę z kocami, instrument, a do tego namiot i śpiwór pojechały osobno z Markiem. Nie zabrałam laptopa. To by była już burżuazja. I tak miałam wielką wygodę w tym roku, stołując się razem z rodzicami i przesiadując w pawilonie z moskitierą :)

Plażing&smażing every day



Pogoda była wyjątkowo niecampowa: codziennie było fantastycznie ciepło. Padało może kilka razy i dwie pierwsze noce były chłodne, ale zazwyczaj rano budziłam się przed siódmą oblana potem i nie dało się dłużej spać, bo słońce wyganiało z namiotu. Uskuteczniłam opalanie i nawet raz weszłam do jeziora :) urlopowanie uznaję za udane :)

Zatonie Gospel Choir

Muzycznie się realizowałam jak zwykle: grałam na zajęciach dla dzieci rano i wieczorem, prowadziłam chór i śpiewałam z Ola, jak nas o to poproszono:) na chórze było malutko ludzi, około dwudziestu osób przychodziło, ale ponieważ byli w miarę regularnie, więc udało się na sobotnim występie zaśpiewać cztery utwory: "Oh happy day" i "Born again" w aranżacji OGC, razem z New Heaven śpiewamy "In Christ alone" i utwór a capella Soweto Gospel Choir "Hlonolofatsa" z polskim tekstem :) ponieważ wydarzenia z campu były transmitowane na żywo, więc sobotni koncert można było obejrzeć, ale nie było chóru za dobrze słychać na transmisji, bo dźwięk był zbierany tylko z mikrofonów i nie było całościowego brzmienia, ale na miejscu brzmiało to stosunkowo dobrze. Przede wszystkim ludzie się odważyli głośniej zaśpiewać, bo na próbie ledwo słyszałam ich, stojąc 3 metry przed nimi :P ale reakcja publiczności była jak zwykle pozytywna i to ich zachęciło. 


Pszczele wesele



W niedzielę byliśmy na ślubie Tomka i Asi, śpiewaliśmy z zespołem (a raczej jego reprezentacją) pieśni, jedna z nich to pieśń na melodię "Falling in love with Jesus" z polskim tekstem napisanym przez Olę :) Maciek nagrał nam podkład. Wyszło naprawdę ładnie z takim feelingiem :) ślub był w pięknym ośrodku niedaleko Zatonia na wolnym powietrzu, żar lał się z nieba, wszyscy wachlowali sie czym mogli i odganiali sie od atakujących owadów ;) Jedna pszczoła zaplątała sie w welon panny młodej, a mnie przez całą piosenkę gryzła w nogę mucha końska :P wesele było na szczęście w sali, wiec owady już potem nie zagrażały ;) świetne jedzenie było, fajne zabawy, no i wyszalalam sie na zumbie :) 


Blue Tuesday

W połowie campu, we wtorek miałam jakiś kryzysowy dzień. Chór był zupełnie w lesie, w każdym głosie ludzie się gubili, na Impact day mieliśmy do dyspozycji cztery osoby i dwa nie do końca wyćwiczone utwory, więc się mocno podłamałam, czy w ogóle ta cała inicjatywa ma sens, skoro nawet nie potrafię dwóch prostych utworów nauczyć. Usiadłam sobie w kącie przy rejestracji na Expo Zdrowie, puszczałam muzykę i nie odzywałam się do nikogo przez parę godzin. Przynajmniej głos mi trochę odpoczął, bo byłam już mocno zajechana. Kiedy wracaliśmy do Zatonia, dopadło nas oberwanie chmury i potężna wichura. Na drodze leżały połamane gałęzie drzew, spadały ściany deszczu, a w nocy była tak potężna burza, że jak zazwyczaj się nie boję, tak teraz długo nie mogłam zasnąć, bojąc się, że jakaś gałąź spadnie mi na namiot i nie będę mogła się wydostać. Na domiar wszystkiego Niemcy rozgromiły Brazylię 7 do 1 :P 


Elvis po godzinach


Z innych fajnych wydarzeń był oczywiście market day i turniej trzech diecezji, obydwa tego samego dnia w czwartek. Na market day zmontowaliśmy stoisko muzyczne: poprzebieraliśmy się za gwiazdy pop i wykonywaliśmy znane przeboje ;) Tomek K był Elvisem Presleyem i konferansjerem programu "Elvis po godzinach", ja przebrałam się za Marylę Rodowicz z lat 70., Ola i Sara nie miały jakiegoś charakterystycznego przebrania, ale śpiewały piosenki, które leżały w ich skali :) coś jednak dały te nasze cotygodniowe zespołowe konkursy karaoke: pamiętałyśmy całkiem sporo przebojów ;) cała impreza miała oczywiście cel charytatywny i na naszym stanowisku uzbieraliśmy 160 zł :) 
Na turnieju okazało się, że ze wschodu jest garstka ludzi w porównaniu z zachodem czy choćby południem i większość to dzieci i nastolatki, więc mieliśmy spore obawy, ale bardzo szybko dorównaliśmy do zachodu i do samego końca szliśmy razem łeb w łeb. Ostatecznie zwyciężyliśmy ex aequo :) największym zaskoczeniem okazał się Radzio z Gdyni, który w konkursie na piosenkę z tekstem na określony temat wyszedł i... zarapował :P Radzio to człowiek-orkiestra, jak się okazało: naprawiał wszystko, był w ochronie, udzielał pierwszej pomocy i na dodatek potrafił profesjonalnie rapować, beatbox też podobno umie. Można? Można.

Ocean chmur i pełny zasięg

Wyjechaliśmy wczoraj z Zatonia około 15 po spakowaniu swoich namiotów i namiotu wydawnictwa. Startując o tej godzinie można się dostać do Warszawy w 7-8 godzin, tyle mniej więcej nam zajęło w tamtą stronę z Adamem i Mirką, ale tym razem wracałam z moimi rodzicami i Ronią, a tata naprawdę w wyjątkowych sytuacjach przekracza setkę :P Ponadto moi rodzice, a zwłaszcza mama, mają "żyłkę podróżnika" i uznali, że podróż autostradą będzie nudna, bo nic nie zobaczą po drodze, a poza tym jest dalej, więc pojechaliśmy trasą przez Płock. Dzięki temu mieliśmy podróż urozmaiconą przystankami na zakup jagód i czereśni oraz sprawdzanie mapy (na jednym z nich minął nas mój brat, który wyjechał z campu jakieś pół godziny po nas ;), natrafiliśmy na przynajmniej dwa objazdy, zobaczyliśmy Petrochemię Płock błyszczącą w nocy niczym amerykańskie miasto i jeszcze nigdy tak mi się nie dłużyło, jak jadąc nudną, prostą drogą od Sochaczewa :P kiedy dotarliśmy wreszcie do Michałowic po pierwszej i runęłam spać, miałam szczery zamiar trwać w tym przynajmniej do południa, ale o godzinie dziesiątej brutalnie wyrwał mnie ze snu telefon i nie było rady, trzeba było zacząć dzień :P


Pomijając różne niedogodności cieszę się, że znowu byłam na campie. To chyba jedyne takie miejsce, gdzie spotykają się w jednym miejscu ludzie z tak różnymi zdolnościami i można z nimi różne fajne rzeczy zrobić, jak choćby zmontować i zaśpiewać piosenkę na ślubie, zagrać w gry czy zorganizować nabożeństwo. Już się nie mogę doczekać nieba, gdzie nie będzie nikogo brakowało i będzie można naprawdę fantastyczne projekty realizować :) stworzymy najlepszy chór i największą orkiestrę :) i nie będzie już komarów, burz ani kataru :P

Komentarze