Translate

To, co dręczy Cię, przestanie mieć znaczenie, gdy On jest :)



Pogodny, jesienny dzień. Dużo biegania, spraw, żywioł, energia i radość z życia. Nie żaden cichy, spokojny wieczór, smooth jazz w głośnikach i filiżanka kakao. Tym razem nie ta sceneria. Ale nawet i w środku dnia może być przez moment cicho, tak cicho, żeby usłyszeć bicie serca i szelest myśli...

Rozum: Hej, Serce, jesteś tam?
Serce: Jestem, jestem.
R: Dostałem Twoją wiadomość. I wiesz... Martwiłem się wczoraj o Ciebie. Czułem, że dzieje się coś złego, ale nie miałem odwagi się odezwać, bo nie byłem pewny, jak zareagujesz. Wszystko już dobrze?
S: Tak, zupełnie. Przemyślałam sobie pewne sprawy i coś się we mnie uspokoiło. Nie ma już migotania przedsionków ani nagłych arytmii. Jest mocny, zdrowy puls. A swoją drogą, trochę się pozmieniało przez ten czas... Ty czujesz, ja myślę...
R: Z kim przestajesz, takim się stajesz;) dobrze, że zaczęłaś sama myśleć.
S: I dobrze, że Ty czujesz. To znaczy, ja wiedziałam zawsze, że ty czujesz, ale to, co było wczoraj, to było niesamowite: Ty WSPÓŁczujesz...
R: Mówiłem, grunt to dobry przepływ informacji... Ej, Serce, co jest? Tylko się znowu nie rozklejaj ;)
S: Za późno...
R: No, już, dobrze. Uśmiech, Serce :) jesteśmy znowu.
S: Tak, jeden organizm. Ty wiesz, że ja wiem, że Ty wiesz. Będzie dobrze teraz.
R: I tak ma być.

***
No i tak to jest. Przede mną zrobienie musicalu, egzamin na prawo jazdy, przeprowadzka do mieszkania, szkoły, pisanie pracy magisterskiej i inne. Ale daję radę. Z Panem Bogiem.
Trzymajcie się, nie wiem, kiedy znów tutaj napiszę. Zaglądajcie na Homo viatora ;)

Komentarze